Szalik, skin i disco polo.

Posted by admin on listopada 19, 2008 in na luzaku |

Chociaż według ubiegłorocznych badań CBOS aż 76 procent l absolwentów szkól ponadpodstawowych jest przekonanych, że życiowy sukces zależy od nich samych, to jednak u większości ankietowanych wywołuje to raczej rezygnację i zniechęcenie (48 procent) niż chęć do działania (17 procent). Brak zaufania do ludzi (82 procent) wiąże się z poczuciem osamotnienia, jakie na co dzień odczuwa co czwarty młody człowiek. Bierne podejście do życia oraz niewiara we własne siły najrzadziej jest udziałem dobrze uczących się licealistów z wielkich miast, których rodzice mają wyższe wykształcenie. Ci podchodzą do życia praktycznie. Wiedzą, że gdy będą mieli wyższe kwalifikacje zawodowe, skończoną renomowaną uczelnię, sukces przyjdzie sam i to nie tylko zawodowy.

W latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych młodzi Polacy mówili o sobie, że są straconym pokoleniem. Ich następcy twierdzą, że są pokoleniem szans. Szansy coraz częściej poszukują w szkole, na kursach językowych i w dobrej firmie. Nie wszyscy - wielu pozostaje pod urokiem subkultur.
Zdaniem socjologów, nie można rzetelnie stwierdzić, o ile zmniejsza się lub zwiększa liczba młodzieży działającej w subkulturach.
- Z całą pewnością wiadomo tylko, że wybór nowych ruchów jest większy niż kilka lat temu - twierdzi doktor Krzysztof Kosela z Wydziału Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego. - Pojawili się discopolowcy, grunge’owcy, depesze, wielbiciele muzyki techno i hip hopu.
Subkultury w Polsce były jednak znacznie wyraźniejsze w latach osiemdziesiątych. Widać było ich zaangażowanie w życie publiczne. Młodzi ludzie protestowali przeciwko zastanemu porządkowi, przeciwko regułom rządzącym światem. Uczestnicy happeningów, koncertów rockowych i festiwali typu Jarocin głośno odrzucali zastaną rzeczywistość, prorokując ze sceny katastroficzne wizje. Teksty piosenek podchwytywała później znaczna część młodzieży.
Wyraźny zanik popularności subkultur, które dominowały w latach osiemdziesiątych, zaobserwował doktor Mirosław Pęczak, autor “Słownika subkultur młodzieżowych”. Według socjologa, etos młodego gniewnego przestał być dziś aktualny, co doprowadziło do rozmycia wyrazistości stylu subkulturowego.
- Widać to między innymi na koncertach rockowych, gdzie - zamiast punkowców, skinheadów i metalowców - większość słuchaczy stanowi młodzież o bliżej nie sprecyzowanej przynależności subkulturowej -mówi Mirosław Pęczak.
- Subkultury młodzieżowe, zwłaszcza te podkreślające swoją odmienność ubiorem czy fryzurą, podobnie jak sekty religijne, zaspokajają pewną funkcję identyfikacji grupowej - zauważa doktor Tadeusz Doktor z Instytutu Stosowanych Nauk Społecznych Uniwersytetu Warszawskiego. - Czasem zresztą granica pomiędzy tymi ruchami jest płynna. Przykładem może być satanizm związany z ruchem metalowców, a ściślej z muzyką black metalu i death metalu. Również w subkulturze reggae występują pewne wątki religijne.
Najbardziej znanym ruchem młodzieżowym, który przyjął się w Polsce w latach osiemdziesiątych i pozostaje aktywny do dzisiaj, jest ruch skinheads. “Glany” - czarne skórzane buty, kurtka typu flyers, krótko przystrzyżone włosy, to modelowy wizerunek skina. Wśród skinheadów liczną grupę stanowią też najwięksi wrogowie punkowców - koncertowi zadymiarze, którzy chodzą po ulicach w poszukiwaniu utarczki z każdym, kto na nich źle spojrzy. Najchętniej biją każdego, kto się wyróżnia kolorem skóry, bujną fryzurą, nieodpowiednim ubraniem czy kolorem sznurówek w butach. Na tvm ich “polityczne” myślenie się kończy. Tylko część “łysych” określa się mianem narodowców. Ich główne skupiska to Warszawa, Gdańsk, Wrocław, Szczecin, Kraków i okręg katowicki. W całej Polsce jest ich najwyżej kilka tysięcy. Narodowcy, głoszący wizje Wielkiej Polski i próbujący zniechęcić odwiedzających Polskę obcokrajowców za pomocą wyzwisk, pałek i ciężkich butów, gromadzą się pod skrzydłami dogorywającego już “Szczerbca” i ONR, tworzą gwardię Janusza Bryczkowskiego i Bolesława Tejkowskiego. Wodzowie polskiej prawicy narodowej z roku na rok tracą jednak autorytet wśród skinów. Dotyczy to zwłaszcza Tejkowskiego, który stwierdził, “że objawił mu się Swarożyc (starosłowiańske bóstwo) i oświadczył, iż właśnie on, Bolesław Tejkowski, jest wcieleniem króla Bolesława Śmiałego”. Odłamem upolitycznionych skinheadów jest kilkuset naziskins z Opolszczyzny i części Górnego Śląska, którzy mają kłopoty z identyfikacją narodową. Utrzymują ścisłe kontakty z niemieckimi nazistami, przejmują od nich ideologię. Ich biblią jest “Mein Kampf” Adolfa Hitlera. Reszta skinów to officjal hooligans, znani z rodzimych stadionów piłkarskich. Najmocniejsze załogi, liczące nawet kilkuset skinów-kibiców, ma Legia Warszawa, Cracovia, Lechia Gdańsk, Lech Poznań oraz Arka Gdynia. Officials hooligans coraz trudniej odróżnić od szalikowców, którzy, podobnie jak ich “łysi” koledzy, są postrachem polskich stadionów. Nie interesuje ich wynik rozgrywanego meczu, ale wynik, który przynosi zadyma z kibicami innego klubu lub z policją. Według szalikowców, o prawdziwej wartości klubu świadczy nie jego pozycja w tabeli ekstraklasy, lecz sita i zdecydowanie jego kibiców. Na przeciwległym biegunie nazistów i rasistów lokują się, podobni ubiorem, ale skrajnie lewicowi, sharpowcy (skinheadzi przeciw uprzedzeniom rasowym), którzy -tak jak ich angielscy koledzy z końca lat sześćdziesiątych - walczą przeciw rasizmowi. Sharpowcy kojarzeni głównie z Sosnowcem, Warszawą i największymi miastami Wielkopolski, pozostają w bliskim kontakcie z anarchistami i punkowcami. Często działają wspólnie i są w bliskim kontakcie z Polską Partią Socjalistyczną.
Łysa głowa, glany i flyers to również ubiór występujących we wszystkich większych miastach Polski ojowców, których interesuje tylko muzyka i zabawa. Głoszą hasła typu “punks and skins united” (zjednoczone punki i skini) i wyżywają się na koncertach rockowych lub, ewentualnie, w bójkach z policją. Kilka tysięcy zupełnie apolitycznych polskich ojowców przyciąga do siebie coraz więcej zwolenników.
Najbardziej kontrowersyjną i barwną subkulturą lat osiemdziesiątych byli punkowcy. Fenomenem było wówczas to, że oprócz wielkich miast, które są kolebką większości subkultur, mocne “załogi” punkrockowe pochodziły z mniejszych miasteczek, między innymi z Zambrowa, Ostrowa Wielkopolskiego, Piaseczna, Ustrzyk Dolnych czy Kluczborka. W latach osiemdziesiątych było ich nawet kilkanaście tysięcy, obecnie - najwyżej kilka tysięcy. Działają przede wszystkim w Warszawie i Krakowie, na Śląsku, Pomorzu Zachodnim i w Wielkopolsce.
Kolorowe “irokezy” na głowie, wyćwiekowane i pomalowane kurtki, wojskowe buty, podarte spodnie - to obraz, który na ulicach można zobaczyć jednak coraz rzadziej. Hasła anarchii i “no future” (bez przyszłości), które towarzyszyły “straconemu pokoleniu” lat osiemdziesiątych, coraz rzadziej interesują młodych. Spowszedniała nawet ostra punkrockowa muzyka grana przez Dezertera i Armię, Karcer. Dzisiaj modny jest “rave” czy “jungle”. Również “pogo”, rytualny taniec przypominający bijatykę, a w rzeczywistości nieszkodliwa przepychanka, podczas której każdy może na drugiego skoczyć, tarzać się na ziemi, powoli przestaje towarzyszyć rockowym koncertom. Symbolicznego wymiaru nabiera likwidacja mekki punkowców - festiwalu rockowego w Jarocinie.
Obecnie znaczna część punkowców działa w ruchach antyfaszystowskich typu Radykalna Akcja Antyfaszystowska lub jest związana z Międzynarodówką Anarchistyczną.
Niezmienną popularnością cieszą się występujący w większości miast polskich, a czasem nawet na wsiach, metalowcy. Są to długowłosi sympatycy heavy metalu, odziani w czarne skóry pokryte naszywkami, dla których głównym tematem rozmów jest śmierć, diabeł, szkielet, trup.
Subkultura metalowa, licząca kilkadziesiąt tysięcy osób, jest podzielona na wiele podgrup. Są więc - najliczniejsi - zwolenni cy tradycyjnego heavy metalu, granego przez Iron Maiden, Metallicę, trashowcy -fani najbardziej wrzaskliwej odmiany metalu oraz kilkuset gromadzących się przede wszystkim w stolicy miłośników hard coru (bardzo szybkiej mieszanki muzyki punkrockowej i heavymetalowej). Z uwagi na krótkie włosy i czarne buty wojskowe, wyglądem przypominają raczej skmheadów niż metalowców.
Najbardziej kontrowersyjni są miłośnicy black metalu i death metalu, którzy często fascynują się satanizmem. Ich główne ośrodki to Łódź, Szczecin, Kraków, Warszawa, a ostatnio także Biała Podlaska. Kilkuset polskich satanistów można rozpoznać po symbolice noszonej na skórach lub po tatuażach, których najczęstszym motywem jest odwrócony krzyż, trzy szóstki oraz twarze Belzebuba czy Lucyfera z tajemniczymi, wypisanymi gotykiem, zdaniami.
Zupełnie odmienną grupę stanowią, działający również w poprzednim dziesięcioleciu, rastamani. Kilka lub kilkanaście tysięcy polskich rastamanów występuje przede wszystkim w większych i średnich miastach na terenie całej Polski. Właściciele poskręcanych włosów zwanych dredami, chust w czerwno-żółto-zielonym kolorze, czasem gigantycznych beretów a la Bob Marley (nieżyjący guru całego ruchu), słuchają spokojnej, transowej muzyki reggae, rodem z Jamajki. Rastamani to wyznawcy dobrego Boga, który zesłał ich do krainy Babilonu oraz miłośnicy marihuany, którą uważają za świętą roślinę. Obok hipisów i ekologów, jest to najbardziej pokojowo nastawiona do świata i zupełnie wyrzekająca się przemocy, subkultura. Bardzo często jej członkami zostają byli punkowcy, którzy rozczarowani buntem i agresją, zamieniają buntowniczą muzykę i takież teksty na rytmiczne, spokojne utwory reggae i opary trawki towarzyszące długim dysputom o Bogu przy muzyce Izraela, Daabu czy Boba Marieya.
Młodzież lat dziewięćdziesiątych coraz rzadziej szokuje swoim wyglądem i zachowaniem. Wyżywają się jedynie podczas piątkowych lub sobotnich dyskotek czy technoparties. Chociaż trudno rozpoznać nowe grupy na ulicach, ostatnie lata przyniosły jednak całą gamę nieznanych wcześniej w Polsce subkultur. Należą do nich discopolowcy, grunge’owcy, writerzy, depesze, wielbiciele muzyki techno i hip ho-pu, ekolodzy, skateowcy, sajkowcy, dresia-rze, ruch Straight Edge.
W latach dziewięćdziesiątych za sprawą muzyki disco polo po raz pierwszy narodziła się subkultura na wsi. Główne jej skupiska to wschodnia i centralna część kraju. Kontestacja młodzieży wiejskiej wobec miejskiego stylu życia i wielkomiejskiej muzyki, zrodziła styl muzyczny o prostej, tanecznej melodii i nieskomplikowanych, przyjemnych tekstach. O ile muzyka w miastach przesiąknięta jest tekstami krytycznymi wobec rzeczywistości, często katastroficznymi wizjami głoszonymi przez punkowe kapele, czy opisującymi brud życia codziennego tekstami raperów, o tyle teksty discopolowców mówią o miłości, dziewczynach, urokach lata i tęsknocie. Discopolowcy odrzucają też miejską modę i ubierają się w wyśmiewane w miastach zestawy czarnych mokasynów i białych skarpetek czy bazarowych sweterków oraz świecących sukienek i spódniczek. Nie mniej wybredni są też bywalcy miejskich dyskotek, wśród których w ostatnich latach pojawiła się specyficzna moda na dresy. Krótkie włosy i dres, najlepiej firmy “Adidas”, symbolizuje dziś mocnego chłopaka z miasta, który wie, że w życiu liczy się pieniądz i szybki samochód, bez których nie zaimponuje się ani dziewczynie, ani kolegom. Kilkadziesiąt tysięcy dresiarzy, widocznych przede wszystkim w Warszawie, nie stroni od zadym. Często powiązani są z gangami. Dres to ulubiony strój małoletnich złodziei samochodów.
Piątkowe i sobotnie noce w dużych miastach coraz częściej należą do najmodniejszego obecnie ruchu techno i jego cięższej odmiany rave. Najwięcej spośród kilkunastu tysięcy rave’owców widać w Warszawie, Krakowie, Gdańsku, Szczecinie, Łodzi i Poznaniu. Na razie jest to typowa kultura tylko wielkich miast. Miłośnicy laserów i transowej, jednostajnej elektronicznej muzyki sterowanej komputerem, to głównie licealiści i studenci, w przeciwieństwie do dresowców, którzy zazwyczaj mają tylko zawodowe wykształcenie. Miłośnika techno trudno rozpoznać na ulicy, choć ostatnio kształtuje się moda na plastikowe kurtki, buty z wyszywanymi elementami świecącymi w ultrafiolecie.
Ruch techno jest nierozerwalnie związany z narkotykami. Technoparty, trwającego nawet kilkanaście godzin, nie można bowiem wytrzymać bez “speeda” (amfetaminy) lub “extasy”. “Techno bez dopalacza nie ma sensu, nie można wtedy czuć tej muzyki - mówią miłośnicy laserowych maratonów.
Subkultura graffiti, znana na Zachodzie od dziesięcioleci, dopiero niedawno dotarła do Polski. Miłośnicy tej sztuki, którzy często są uczniami szkół plastycznych lub słuchaczami hip-hopu czy techno, mają za cel jak najbardziej “upiększyć” swymi malunkami mury domów, wiadukty, wagony PKP. Coraz rzadziej na murach pojawiają się jednak hasła polityczne typu: “Wałęsa! Oddawaj moje 100 milionów”, “Wybielmy przeszłość” czy “Precz z komuną”. Zastępują je monumentalne malowidła, nad którymi praca wymaga nie tylko czasu i zdolności, ale i sporo pieniędzy. Farby, niezbędne do namalowania jednego takiego obrazu, kosztują nawet kilkaset złotych. Najładniejsze prace można zobaczyć na murze toru Wyścigów Konnych w Warszawie, na kolejkach dojazdowych w Trójmieście oraz na wiadukcie przy dworcu głównym w Katowicach.
Polscy writerzy najczęściej malują postacie przeniesione z kreskówek i komiksów amerykańskich, idoli młodzieżowych oraz futurystyczne obrazy, których treść jest nie do rozszyfrowania dla przeciętnego przechodnia. Malowanie obrazów na ścianach to nie tylko próba artystycznego wyżycia się, dobra zabawa czy chęć przekazania własnych poglądów na rzeczywistość wszystkim przechodniom. Czasem to dobry interes. Writer zatrudniony przez agencje lub przez osoby prywatne może zarobić nawet 50 złotych za metr kwadratowy obrazu plus zwrot kosztów za farby.
Na polskiej mapie subkultur znajdują się jeszcze, w znacznie mniejszych liczbach, skateowcy - miłośnicy deskorolek, depeszowcy - ubrani w czarne kurtki zwolennicy Depeche Modę, sajkowcy - z uczesaniami a la poppers, heje - uważani za spadkobierców hippisów, szalejący na motorach i słuchający wrzaskliwej muzyki rockersi, zrzeszający często ambitnych i wykształconych młodych ludzi, ruch Straight Edge (proste ostrze) wyznający zasadę “Don’t drink, don’t smoke, don’t fuck” (nie pić, nie palić, nie pier…).
Socjolodzy do subkultur zaliczają też wyznawców Hare Kriszna, buddystów, oazowców, ekologów, a nawet harcerzy. Subkulturą jest bowiem każda grupa, niezależnie od tego czy formalna, czy nieformalna, z którą sympatyzuje lub identyfikuje się młodzież. Musi być jednak zorganizowana i wyróżnialna, jak choćby harcerze.
- W Polsce sprzyjające warunki dla rozwoju takich grup znajdują się na terenach, gdzie ludzie są słabiej zakorzenieni, czyli w Warszawie, na Śląsku i na Ziemiach Odzyskanych - twierdzi Krzysztof Koseła.- Bez względu na teren, subkultury przyciągają poszukujących partnerstwa, którego nie ma w rodzinie. Ruchy młodzieżowe nie są atrakcyjne dla tych, którzy o najważniejszych rzeczach mogą porozmawiać w domu. Najczęściej podkreślanymi wartościami przez młodych Polaków jest rodzina i miłość. Jeśli miłość i zrozumienie znajdą w domu, nie szukają tego w subkulturach. Dopiero brak identyfikacji z własnym domem i środowiskiem skłania do poszukiwań. Warto dodać, że Polska jest bladym cieniem tego, co dzieje się w Niemczech. Według pol-sko-niemieckich badań socjologicznych, w Polsce wspólnota rówieśników jest znacznie mniej ważna niż u ich równolatków za Odrą. Dlatego tam też jest więcej subkultur, które mają silniejsze oddziaływanie.

JAROSŁAW KONCZAK

Tags:

Comments are closed.

Copyright © 2010 Gry mmorpg. All Rights Reserved. Theme by Lorelei Web Design.

szkolenia kadry | randka | modelki | wyoska wypłata odszkodowanie oc to nie takie trudne | reklama w internecie | tłumaczenia angielski | życzenia urodzinowe | pierś z kurczaka przepisy